Dyskusyjny Klub Filmowy Powiększenie

 

 

Obowiązuje reżim sanitarny (m.in. dezynfekcja rąk, maseczka ochronna). W załączniku znajdują się obowiązujące procedury.

 

REPERTUAR DKF „POWIĘKSZENIE” SIERPIEŃ  2021 R.

 

Lp.

TYTUŁ

DATA

GODZ.

CZAS

1

„SOUND OF METAL”

03.08.2021

19.00

120 MIN

2

„ODKUPIENIE”

09.08.2021

19.00

89 MIN

3

„ŚWIĘTA, ŚWIETA I PO ŚWIETACH”

16.08.2021

19.00

94 MIN

4

„WESELNY TOAST”

23.08.2021

19.00

87 MIN

 

„SOUND OF METAL”

Oscary  2021

Najlepszy dźwięk Carlos Cortés Navarrete, Jaime Baksht,

Michelle Couttolenc, Nicolas Becker, Phillip Bladh

Najlepszy montaż Mikkel E.G. Nielsen

 

REALIZACJA

OBSADA

Reżyser - Darius Marder

Scenariusz - Abraham Marder

Darius Marder

Zdjęcia - Daniël Bouquet

Muzyka - Nicolas Becker

                   Abraham Marder

Scenografia - Jeremy Woodward

Kostiumy - Megan Stark Evans

Riz Ahmed - Ruben

Olivia Cooke - Lou

Paul Raci - Joe

Lauren Ridloff - Diane

Mathieu Amalric - Richard Berger

 

 

O FILMIE

Poruszająca, pełna emocji opowieść o losach pary, która z dnia na dzień musi zmierzyć się z wyzwaniem bezpowrotnie zmieniającym ich życie. Mają tylko siebie i muzykę. Ruben jest pełnym pasji perkusistą, a Lu przebojową wokalistką. Gdy ruszają w trasę koncertową, a marzenie o wydaniu debiutanckiej płyty jest na wyciągnięcie ręki, Ruben z dnia na dzień zaczyna tracić słuch. W jednej chwili życie, które dotąd znał i kochał, legło w gruzach, a przyszłość staje się wielką niewiadomą. Jego dziewczyna nie daje jednak za wygraną i postanawia zrobić wszystko, by uratować Rubena i to, co ich dotąd łączyło.

 

Opowiedzieć historię o nagłych zawirowaniach życiowych, która nie składałaby się z komunałów, potrafią tylko nieliczni. „Sound of Metal”, debiut fabularny Dariusa Mardera, jest właśnie takimi przypadkiem. To wspaniały film o poszukiwaniu sensu w okruchach bezpowrotnie utraconego życia. Swoisty antyspektakl, w którym nie ma miejsca na ckliwości. 

Ruben (Riz Ahmed) to perkusista no wave’owego zespołu, w którym jego dziewczyna Louise (Olivia Cooke) zdziera gardło na nihilistycznych tekstach. Tych dwoje poznajemy w trasie jako muzycznych nomadów marzących o wydaniu upragnionej płyty. Za transport a zarazem lokum służy im wypchany sprzętem srebrny kamper. Utrzymują się częściowo z gry, częściowo ze sprzedaży gadżetów związanych z zespołem.

Para wydaje się szczęśliwa. Odhacza kolejne miejsca ze swojego tournée i małymi kroczkami zmierza do obranego celu. Niestety, po kolejnym koncercie słuch Rubena nagle się zmienia. Dźwięki zaczynają się oddalać, rozmywać. Tracą na mocy i precyzji. Wkrótce muzyk niemal zupełnie głuchnie.

Jest jeszcze jeden problem. Ruben to były narkoman. Czysty od czterech lat. Jednak nagłe dramatyczne zawirowanie kładzie się cieniem na wypracowanej podczas odwyku wewnętrznej równowadze. Mężczyzna ma świadomość, że jeden moment słabości może z miejsca katapultować go w objęcia nałogu. Zniszczyć wszystko, co udało mu się osiągnąć podczas ostatnich lat, pociągając za sobą również i Lou – z jej nieprzepracowanymi traumami, unieśmiertelnionymi w postaci sznytów na nadgarstkach.

Jednak zapanowanie nad własnymi impulsami nie przychodzi spektakularnie. Muzyk uruchamia rozciągniętą w czasie procedurę ratunkową. Postanawia zawalczyć o siebie i o dziewczynę, odzyskać utracony słuch i powrócić do życia, które znał i kochał.

W filmie Mardera to właśnie motyw uzależnienia rozbrzmiewa najgłośniejszym echem. Za namową Lou Ruben trafia do placówki dla głuchoniemych z problemami. Miejsce prowadzi niejaki Joe (Paul Raci), który z miejsca tłumaczy muzykowi, że terapia to nie czarodziejska różdżka. Nie sprawi, że bohater odzyska słuch, lecz podpowie, jak z tym faktem żyć.

W ośrodku znajdują się inni w podobnym położeniu, a ich spotkania przypominają mityngi AA. Ruben pomaga w organizowaniu warsztatów dla głuchoniemych dzieci, uczy się języka migowego, chłonie atmosferę miejsca, a następnie poddaje ją własnej refleksji. Wybory muzyka będą jednak inne. Ku rozczarowaniu wszystkich, włącznie z nim samym.

„Sound of Metal” to film o niespokojnej duszy poszukującej ukojenia. Całość rozegrana jest na subtelnościach, niewypowiedzianych słowach i urwanych zdaniach. Oprócz fantastycznej kreacji Riza Ahmeda, uwagę przykuwa fenomenalny sound design.

Twórcy czerpią garściami z kina eksperymentalnego i offowych produkcji, jednak to nie muzyka wpływa tutaj na klimat czy emocje widza, lecz dojmujące a zarazem ujmujące momenty wyciszenia. Słyszymy stłumione dźwięki, rozmyte, niezrozumiałe rozmowy. Na czas dwugodzinnego metrażu stajemy się zakładnikiem zarówno stanu duchowego Rubena, jak i jego niepełnosprawności.

Riz Ahmed anektuje tutaj niemal każdą scenę. Hipnotyzuje, przyprawia o dreszcz emocji – nigdy o łzę wzruszenia. Warto zaznaczyć, że podczas przygotowań do filmu opanował podstawy gry na perkusji, języka migowego, odbywał konsultacje z surdopedagogami. Nie uświadczymy w jego kreacji żadnej sceny, która byłaby przestrzelona, wymuszona czy fałszywa.

BARTOSZ SZAREK Kino nr 3/2021

 

 „ODKUPIENIE”

REALIZACJA

OBSADA

Reżyser - Frederikke Aspöck

Scenariusz - Lars Husum

Zdjęcia - Louise McLaughlin

Muzyka - Rasmus Bille Bähncke

Montaż - Martin Schade

Scenografia - Thomas Karlsen

Kostiumy - Sussie Bjørnvad

Jacob Lohmann - Markus Føns

Anders Matthesen - Niels

Christopher Læssø - Simon

Morten Hebsgaard - Frank

Søren Malling - Peter

Finn Nielsen - Richard

Jesper Groth - Søren

 

O FILMIE

Markus nie czuje się bezpiecznie na spacerniaku. Pozostali więźniowie są prawdziwymi gangsterami, twardzielami gotowymi załatwić każdego w okamgnieniu. A on jest tylko multimilionerem, który rozbijał się samolotem po świecie i dobrze się bawił. Jako zaradny biznesmen skorzystał z kilku dróg na skróty i tak trafił za kratki. Szybko zostaje zmuszony do przeniesienia się do specjalnego bloku, w którym są najbardziej pogardzani więźniowie, ale jednocześnie najbardziej ochraniani. Najważniejszy jest tam chór. Markus dołącza do prób chóru. Jako doświadczony manipulator, krok po kroku zaczyna podważać pozycję kierownika chóru. Zrobi wszystko, by wspiąć się najwyżej w więziennej hierarchii.

      

Życie w więzieniu jest jak członkostwo w amatorskim chórze. Ma swoją strukturę, z dyrygentem/kierownikiem, który decyduje o repertuarze i tym, jak jest on wykonywany. Członków łączą ze sobą zaś więzy wzajemnych interesów, pozornie delikatne, w rzeczywistości jednak silne, choć trudne do jednoznacznego zdefiniowania. W każdym razie tak to będzie wyglądać w oczach protagonisty "Odkupienia" – Markusa Fønsa.

Grany przez Jacoba Lohmanna Markus jest człowiekiem, który kompletnie nie przystaje do życia więziennego. Przez lata odnosił sukcesy w finansach, zarabiając grube miliony, żyjąc w luksusie wśród osób trzymających władzę. Jego bogactwo oparte było jednak na oszustwie. I kiedy wyszło na jaw, że doprowadził setki tysięcy osób do ruiny, znalazł się wśród morderców, złodziei, gwałcicieli i pedofili. Gdy zrozumiał mechanizmy funkcjonowania w więzieniu, postanowił wykorzystać swoje bogate doświadczenie w manipulowaniu ludźmi, by przejąć kontrolę nad drobnym wycinkiem świata za kratami. Problem w tym, że czynił to przy zachowaniu pełnej pogardy wobec współosadzonych. To właśnie ta jego cecha stanie się źródłem całego chaosu, który wywoła podczas swojego krótkiego pobytu na oddziale chronionym.

Dunka Frederikke Aspöck przygotowała dla widzów interesujące studium władzy i manipulacji. "Odkupienie" jest opowieścią o kompleksach, które osłabiają organizm, narażają ludzi na obce wpływy mogące ich zniszczyć, żerując na lękach i niespełnionych marzeniach. Jest to również obraz ludzi psychicznie podzielonych, którzy dla przetrwania zostali zmuszeni do odseparowania części własnej tożsamości, by móc "normalnie" funkcjonować. Większość bohaterów filmu uznanych zostałoby za potwory przez to, co czynili na wolności. Tu jednak jawią się jako ludzie sympatyczni, niegroźni, cierpiący. Tylko Markus, w swej pysze i pogardzie, odrzucił ten mechanizm. Dlatego też w konfrontacji z resztą postaci to on będzie wyglądał na osobę najmniej sympatyczną.

Powyższy akapit może sugerować, że "Odkupienie" jest mrocznym dramatem psychologicznym. Nic bardziej błędnego. Dzieło Aspöck jest typowym dzieckiem skandynawskiej kinematografii. Oznacza to, że o poważnych tematach mówi z lekkością i humorem. "Odkupienie" to czarna komedia, na której widzowie będą mieli wiele powodów do uśmiechu. Większość postaci jawi się jako barwne i ekscentryczne jednostki. Zaś uczynienie jądrem konfliktów repertuaru więziennego chóru, zmienia zmagania bohaterów w pojedynek pełen absurdów i dziwacznych, a przez to zabawnych, momentów.

 

Aspöck nie miała większych problemów z utrzymaniem delikatnej równowagi narracyjnej. Potrafiła również dobrze poprowadzić aktorów. Większość z nich z łatwością odnalazła się w lekkiej konwencji filmu. Grani przez nich bohaterowie mogą budzić sympatię. Sami aktorzy nie unikają jednak mroku, nie bagatelizują czynów, które sprawiły, że bohaterowie znaleźli się w więzieniu. Czyni to z "Odkupienia" dobrą popołudniową rozrywkę, jak również rzecz inteligentną, przenikliwą, mogącą zainicjować ciekawą dyskusję na temat kondycji ludzkiego ducha.

Marcin Pietrzyk -  Filmweb

 

 „ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH”

REALIZACJA

OBSADA

Reżyser - Sandra Kogut

Scenariusz - Iana Cossoy Paro

Sandra Kogut

Zdjęcia - Ivo Lopes Araújo

Muzyka - Berna Ceppas

Montaż - Sérgio Mekler

                   Luísa Marques

Scenografia - Marcos Pedroso

Thales Junqueira

Kostiumy - Marina Franco

Regina Casé - Madá

Rogério Fróes - Pan Lira

Gisele Fróes - Marta

Jéssica Ellen - Vanessa

Alli Willow - Jessy

Otávio Müller - Edgar

 

 

O FILMIE:

Dla pięćdziesięciokilkuletniej Mady (w tej roli gwiazda brazylijskiego kina Regina Casé) nie ma rzeczy niemożliwych. To jedna z tych bohaterek, które potrafią wyjść obronną ręką z każdej, nawet najtrudniejszej opresji, a wszelkie problemy, jakie stają na jej drodze, zbywa niewinnym uśmiechem, za którym kryje się sprytny plan.

Kobieta pracuje dla bogatej rodziny z Rio de Janeiro, doglądając ich luksusowej rezydencji. Dowodzi domowym personelem, załatwia niezbędne sprawunki, opiekuje się schorowanym nestorem rodu, a po godzinach marzy o rozkręceniu własnego interesu. Liczy, że w realizacji celu pomoże jej stojący na czele familii wpływowy Edgar.

Sytuacja zmienia się diametralnie z chwilą, gdy do rezydencji wchodzi policja, a mężczyzna zostaje podejrzany o udział w największej aferze korupcyjnej w historii Brazylii. W jednej chwili Madá, podobnie jak pozostały personel, pozbawiona zostaje pracy i wynagrodzenia. Coś, co dla wielu byłoby powodem do załamania, dla rezolutnej i zuchwałej bohaterki okaże się niespodziewaną szansą.

 

Kogut, która jest też współautorką scenariusza, z satyrycznym zacięciem obrazuje sztywne brazylijskie struktury klasowe i to, jak ludzie pokroju jej bohaterki próbują się w nich odnaleźć.  Jordan Mintzer, Hollywood Reporter

 

Jeden z najlepszych filmowych komentarzy dotyczący skandalu korupcyjnego w Brazylii. Jennie Kermode, Eyefor Film

 

Wcielająca się w główną rolę znana brazylijska aktorka Regina Casé wręcz błyszczy na ekranie. Caitlin Quinlan, Cinema Scope

 

Opowieść o najbardziej pokrzywdzonych ludziach w kraju, który znany jest ze społecznych nierówności i wszechobecnej korupcji.

Carlota Mosegui, Cineuropa.org

  

„WESELNY TOAST”

REALIZACJA

OBSADA

Reżyser - Laurent Tirard

Scenariusz - Laurent Tirard

Zdjęcia - Emmanuel Soyer

Muzyka - Mathieu Lamboley

Montaż - Valérie Deseine

Benjamin Lavernhe - Adrien

Sara Giraudeau - Sonia

Julia Piaton - Sophie

Kyan Khojandi - Ludo

Guilaine Londez - Matka Adriena

François Morel - Ojciec Adriena

Marilou Aussilloux - Isabelle

Sarah Suco - Karine

O FILMIE:

W „Weselnym toaście” znajdziemy wszystko to, za co uwielbiamy francuskie komedie: romantyczną miłość, wigor, odrobinę nostalgii i cięty humor, którego ostrze łagodzi czułość, z jaką odmalowane są słabości bohaterów. Pełen wdzięku film Laurenta Tirarda wprawnie łączy słodycz z odrobiną goryczy. Rozgrywając się w trakcie jednej kolacji, która zadecyduje o losach związku głównego bohatera, przypomina, że życie składa się z wielu smaków i warto spróbować ich wszystkich. Tak jak warto kochać ludzi za to, jakimi są, a nie jakimi chcielibyśmy, żeby byli.

Adrien niedawno rozstał się z dziewczyną. A dokładnie to ona oświadczyła, że potrzebuje przerwy i zatrzasnęła za sobą drzwi. Kiedy więc zostaje poproszony o wygłoszenie tytułowego toastu na weselu siostry, kreśli w wyobraźni kolejne jego wersje i są to głównie scenariusze porażki. Bo co miałby powiedzieć nowożeńcom, skoro właśnie wielka miłość uciekła mu sprzed nosa? Rozpamiętując początki swojego związku i usiłując dociec, co poszło nie tak, bohater „Weselnego toastu” zerka pod stołem na telefon. Czy była odpowie na jego wiadomość? Czy da mu jeszcze jedną szansę? Tirard z humorem odmalowuje etapy budowania relacji i razem z bohaterem szuka przyczyn miłosnej klęski. A przede wszystkim sprawia, że z całych sił kibicujemy Adrienowi, gdy ów neurotyk i hipochondryk opuszcza wreszcie strefę komfortu i postanawia zawalczyć o związek.

Ciepły, dający nadzieję „Weselny toast” znalazł się w oficjalnej selekcji festiwalu w Cannes 2020. Reżyser w świeży i oryginalny sposób podchodzi bowiem do komedii, wplatając w nią elementy stand-upu. Wszyscy znamy wesela, z których chce się uciec i przemowy, których nie chcemy wygłaszać. Mistrz gatunku Laurent Tirard („Facet na miarę”, „Mikołajek”) pokazuje, że męczące rytuały stają się znacznie milsze, jeśli choć trochę polubimy swoją rodzinę. A wtedy może nawet będziemy gotowi na założenie własnej.

Francuzi udowodnili wielokrotnie, że potrafią tworzyć kino, które nie waży tony, ale jego lekkość może się pięknie swatać z nienapastliwą błyskotliwością, czułością oraz szczerością z akcentami poczucia humoru bez gagów. Taki wywar o przewidywalności świata w lekkiej neurotycznej atmosferze, gdzie każda analiza przegra z największym specjalistą od plot twistów, czyli życiem, proponuje nam Weselny toast. Warto sięgnąć po tę słodko-gorzką, humanistyczną historię o miłości, gdzie człowiek przepięknie ponosi porażkę intelektem z emocjami. Właśnie wtedy, kiedy zrozumie, że nawet najbardziej analityczny i filozoficzny mózg pewnych sytuacji nie wykalkuluje, wtedy staje się mądrzejszy. Urokliwa, niezmanierowana historia, gdzie ostatecznie mówi się: Uczucia przodem.

Zaczynam od końca, a właściwie, jak to partnerka Adriena Sonia mówi, od przerwy, która następuje z jej inicjatywy przekazana mu beznamiętnie. Od tamtego czasu mimo spotkania rodzinnego i kilku innych pojawiających się postaci, zostaniemy sam na sam z Adrienem i jego światem wewnętrznym, który będzie serwował nam bez żadnego zahamowania. Zaprosi nas do swoich neuroz, zmartwień i pełnej wyobraźni oraz spostrzegawczości głowy, która doskonale obserwuje wszystko wkoło. Adrien zna manewry innych ludzi, tworzy wiele potencjalnych scenariuszy i scen, które są tylko jego imaginacją i wydarzyłyby się w świecie idealnym. Widać między tymi bardzo intrygującymi wnioskami, esejami o kondycji społecznej i mechanizmach, żal — tyle rozumie, potrafi przewidzieć, ale nie najważniejszego — swoich uczuć, a przede wszystkim uczuć drugiej osoby. Paradoksalnie tej najbliższej. Co wcale nie znaczy, że powinien wiedzieć. One są nie do uchwycenia, złapania. Dziennik uczuć zakrapiany zwątpieniem i niezrozumieniem.

Weselny toast to bez emfazy urokliwa i oryginalna historia relacji — nie tylko miłosnej, dwojga ludzi, ale jakim oksymoronem jest przewidywalność w życiu. Jednak to związek jest oczywiście punktem wyjścia i dojścia, ale determinuje również cały wachlarz innych obserwacji ruchów ludzkich. Ciekawym zabiegiem zbliżającym nas do bohatera, ale również pokazującym, jak niczym wróżbita, a to bardziej świetny i wnikliwy obserwator Adrien zna partie rozgrywane przez innych, jest wcale nierewolucyjne burzenie czwartej ściany, ale tutaj nierobione dla oklasków i obnoszące się z tym. To super tworzy więź z bohaterem, ale też wydawać by się mogło, że demaskuje go całkowicie. Nie jesteśmy powiernikami wybiórczo, bo równie ciekawe, specjalnie są te momenty, kiedy bohater nie wie, jak zareagować albo myli się, mimo że chce sobie udowodnić, jak wszystkich rozpracował. Oczywiście film to bardzo umiejętnie równoważy. Bohater nie jest nieznośnym egotykiem, a po prostu człowiekiem, który nie może sobie poradzić z niewiedzą i ucieka od swojego serca do głów innych, by w nich grzebać i szukać trochę wyrw w innych relacjach — tak jest człowiekowi zranionemu raźniej.

Weselny toast umiejętnie trzyma się historii, pełnej ironii, ale również sympatyzuje finalnie z ludzkością. Nie ma tu mizantropii ani popadania w ekstremu. Brak kpiny i szyderstwa i odseparowywania się od utożsamiania się finalnie przez twórcę. To dodaje wymiaru ludzkiego utworowi, który jednak na poziomie formalnym poprzez niektóre zabiegi kreacji wyobraźni Adriena, mógłby nas bardzo oddalić od realizmu. To jest chwilami, jak taka prezentacja, ale nie sucha ani w Power Poincie, a zrobiona tak z pełną premedytacją, jak gdyby sam scenarzysta w pewnym momencie został pozbawiony narzędzi do pisania. Nie jest to wielce odkrywcze, ale pełne werwy, energii i zgrabne, z ogromnym dystansem i poprowadzone pewną ręką. Na dodatek doskonałe i bardzo trudne w wielu kulturach do przełamania jest to, co tutaj się udaje rozszarpać — toksyczny model męskości. To nie z kobiecej perspektywy widzimy całą pulę emocji, a męskiej. W patriarchalnym modelu ważne jest, by pokazywać takich reprezentantów nieporzucających swojej pierwotnej wrażliwości. To nie jest odwrócenie zachowań po prostu, to pokazanie mężczyzny bez uwikłania w rolę mu przypisaną i pulę cech.

Film w bardzo zgrabny i inteligentny sposób pokazuje, że człowiek im więcej sobie wyjaśni, tym czuje się pewniej. Jednak brodzimy wszyscy w przypadkach i zbiegach okoliczności, a nauczyć się tego jest ciężko, niezależnie od poziomu inteligencji. Weselny toast to afirmacja czucia i powolnej zgody na nierozumienie wszystkiego. Warto wypić ten toast do dna i pogodzić się z uśmiechem, że nigdy nie przewidzi się co do minut następnego dnia.

Bernadetta_Trusewicz